Piractwo naukowe
piractwo naukowe
Piractwo naukowe

Słowo pirat pochodzi od greckiego peiratēs i dosłownie oznacza „grabiciel”, „rozbójnik”. Pierwotna definicja tego terminu została przypisana bandytom, którzy w nielegalny sposób zajmowali, rabowali i niszczyli handlarskie statki w celu prostego i łatwego zysku. Po raz pierwszy to słowo zostało użyte w znaczeniu łamania prawa autorskiego w 1879 roku. Według tej definicji najpopularniejszymi cechami piractwa są następujące czynności: nielegalne kopiowanie, rozpowszechnienie własności intelektualnej oraz plagiat.

IS
Autor: Illia Shrubkovskyi 27 kwi 2021 / / Edycja: Iza Kołodziejczyk
Kategoria: bioetyka
Tagi:
sci-hub
prawo autorskie
udostępnianie
piractwo naukowe
otwarta nauka

Obieg i dostęp do literatury naukowej

Zwykle system dostępu do artykułów naukowych nie jest skomplikowany. Najpierw badacz prowadzi eksperyment albo analizuje opublikowane dane. Następnie, na podstawie otrzymanych, statystycznie istotnych wyników pisze nowy artykuł naukowy. Praca trafia do czasopisma, gdzie podlega edycji oraz możliwemu kwestionowaniu ze strony recenzenta. Potem, po naniesionych poprawkach, artykuł zostaje opublikowany w czasopiśmie i staje się dostępny do dyspozycji czytelników. Dostęp może zostać uzyskany na podstawie subskrypcji albo kupna literatury bezpośrednio, zarówno w postaci papierowej, jak i elektronicznej. 

Copyleft

Piractwo naukowe polega na naruszeniu prawa autorskiego, szczególnie w kontekście informacji naukowej. Do najbardziej popularnych tego typu działań należą nielegalne pobrania, udostępnianie literatury i danych naukowych. Sytuację komplikuje fakt, że są osoby, które celowo zajmują się udostępnianiem własności intelektualnej. Najczęściej takie czynności nie są konsultowane z autorami, ani zgodne z prawem. 

Każdy eksperyment potrzebuje finansowych inwestycji, takich jak praca naukowców, czy możliwe duże laboratoryjne wydatki. Napisanie i publikowanie artykułów również wymaga kosztów. Omijanie legalnego korzystania z literatury naukowej ma swoje konsekwencje. Przede wszystkim cierpią wydawnictwa, z powodu otrzymania mniejszych dochodów. Piractwo naukowe zaburza statystyki i poczytność czasopism. W związku z tym nie ma informacji o zainteresowaniach czytelników i zapotrzebowaniu na konkretny zakres działań. Szczególnie dotyczy to niekomercyjnych projektów legalnego udostępniania informacji naukowej. W taki sam sposób ciężej określić znaczenie wkładu naukowego naukowca czy całego zespołu. Ostatnie może wpłynąć na komplikacje otrzymania finansowania przedłużenia projektu. 

Diabeł tkwi w szczegółach

Taki akt łamania prawa ma powód. Tu nie chodzi o moralność ani żadne usprawiedliwienie. „Dlaczego płacić za coś, jak można dostać to za darmo?” Zawsze ktoś się znajdzie, kto będzie chciał zaoszczędzić w taki sposób. 

Strona finansowa ma największy wpływ na ten fakt. Na artykułach naukowiec nie ma żadnego finansowego zysku, a jedynie wydatki. Natomiast wydawnictwa z tego tytułu mają dosyć duży dochód. Zbyt wysokie ceny za subskrypcje czasopism oraz indywidualny zakup artykułów powodują, że badacze muszą przeznaczyć dużą część środków finansowych na dane literaturowe. Zdarza się nawet, że autorzy artykułów, aby mieć dostęp do własnych artykułów, muszą mieć subskrypcje. Poza tym, często płatny dostęp dotyczy artykułów, które zostały opublikowane przed rokiem 1990, a nawet przed XVIII wiekiem, co jest dosyć kontrawersyjnym tematem. 

W 2019 roku doszło do bojkotu ze strony niemieckich uczelni wyższych oraz Uniwersytetu Kalifornijskiego (UK) w stosunku do jednego z największych wydawnictw – Elsevier. UK w 2018 roku wydał około 50 tys. artykułów, z czego 10 tys. opublikowano w czasopismach Elsevier. Ogólny roczny koszt przedsięwzięcia wyniósł 11 milionów dolarów. 

Szczególna przykrość spotyka naukowców z biedniejszych krajów, którzy mają ograniczone finansowanie i nie posiadają uczelnianych subskrypcji. Aby przeprowadzić własne eksperymenty, niezbędna jest najnowsza wiedza na dany temat. Badacz do skonfrontowania swojej pracy może potrzebować dziesiątki albo nawet setki artykułów, a koszt każdego legalnie ściągniętego to około 30 dolarów. To oznacza, że naukowiec potrzebuje wydać miesięcznie co najmniej kilka tysięcy dolarów na korzystanie z literatury fachowej, a to, przy uwzględnieniu realnych warunków finansowych, nie jest możliwe. 

Z tej sytuacji są dwa wyjścia. Pierwsze z nich polega na tym, że naukowcy takich krajów muszą zrezygnować ze swojego zawodu i przebranżowić się. Natomiast drugie wyjście polega na szukaniu dróg zdobycia potrzebnych materiałów w sposób omijający opłaty. To drugie podejście daje podwaliny dla statystyk. Wysoki poziom łamania prawa autorskiego dotyczy przede wszystkim krajów biedniejszych. 

Z różnych legend, bajek i historii wiemy o takich bohaterach, jak Robin Hood czy Janosik. Znamy ich jako tych, którzy postanowili walczyć z władzami o dobro zwykłych ludzi. Te postaci zostały przedstawione w pozytywnym świetle, chociaż ich działalność nie była legalna. Dzisiejsze piractwo naukowe ma jedną wspólną cechę z tymi historiami. Powyżej opisana sytuacja w świecie naukowym spowodowała powstanie dużej ilości pomysłów na udostępnianie literatury, platform i tzw. otwartej nauki. Najbardziej znanymi pirackimi stronami są LibGen, Ebookee, Freeshwap, AvaxHome i oczywiście Sci-Hub. Oprócz tego istnieje dużo stron, w których naukowiec może poprosić kolegów z innych uczelni o wysłanie pełnego tekstu artykułu ich autorstwa. 

Copyright i copyleft

Rys. 1. Copyright & „copyleft” 

Autor: Anonymous101  

Sci-Hub

Autorem portalu Sci-Hub jest Aleksandra Ełbakjan, neuroinżynier z Kazachstanu. Będąc studentką była ona członkiem forum, na którym internauci często zadawali pytania, nt. dostępu do konkretnego artykułu. W razie, kiedy ktoś go posiada – wysyła pytającemu plik na pocztę elektroniczną. Pomysł stworzenia portalu z automatycznym udostępnianiem artykułów powstał przypadkiem. Jedna z internetowych stron blogerskich została zablokowana przez Kazachstan z powodu politycznej cenzury. Natomiast użytkownicy strony wykorzystywali specjalne narzędzia, gdzie mając dokładny link wklejali jego w specjalne pole i na spokojnie otwierali blog. 

Sci-Hub powstał 5 września 2011 roku i oferuje internautom darmowy dostęp do artykułów naukowych. Aby skorzystać z zasobów wystarczy umieścić w wyszukiwarce link do artykułu, jego tytuł albo identyfikator DOI. Według danych Sci-Hub w lutym 2016 roku liczba obsługiwanych zapytań sięgnęła 200 tys. dziennie. A w lipcu 2017 spośród poszukiwanych płatnych artykułów 99,7% okazało się być dostępnymi w tym systemie. 

Osoby, mające dostęp do informacji naukowej udostępniały dane albo swoje hasła, dzięki czemu piraci ściągali literaturę i udostępniali ją w LibGen. Odnotowano przypadki, sklonowania stron czasopism. Nieuważny użytkownik wpisywał swoje hasło i login, nawet nie podejrzewając, że wspiera piracką działalność Sci-Hub. 

Na podstawie statystyk warto podkreślić ważny szczegół: z usług portalu korzystali nie tylko naukowcy z krajów 3 świata, ale i z państw rozwiniętych (USA i Europa). Poza tym duża liczba wyświetleń przypada na komputery najbardziej znanych uniwersytetów, które posiadają subskrypcje na czasopisma. Argumentem decydującym była wygoda użytkowania Sci-Hub. 

Interfejs wyszukiwarki Sci-Hub

Rys. 2. Interfejs wyszukiwarki Sci-Hub
Źródło: sci-hub.se

System czy anarchia?

Takie sukcesy piratów naukowych mogły spowodować tylko niezadowolenie ze strony wydawnictw. W 2015 roku odbyła się pierwsza rozprawa sądowa, inicjatorem której było wydawnictwo Elsevier. Wnioskodawca wygrał sprawę, otrzymując 15 milionów dolarów przede wszystkim dlatego, że przedstawiciele oskarżonej strony – Sci-Hub i LibGen nie pojawili się na rozprawie. Serwery pierwszego portalu znajdują się w Rosji, natomiast LibGenu w Niderlandach i prawdopodobnie również w Rosji. Aleksandra Ełbakjan skomentowała precedens w ten sposób, że czasopisma wyłudzają pieniądze od naukowców oraz że ich działalność zaprzecza artykułu 27.1 powszechnej deklaracji praw człowieka. Ten przepis prawa międzynarodowego brzmi następująco: „Każdy człowiek ma prawo do swobodnego uczestniczenia w życiu kulturalnym społeczeństwa, do korzystania ze sztuki, do uczestniczenia w postępie nauki i korzystania z jego dobrodziejstw.” Na zarzut kradzieży własności intelektualnej Ełbakjan odparła, że nie jest to kradzież. Według niej podczas kradzieży jedna osoba odbiera coś drugiej, co powoduje że pierwsza osoba nabywa coś, co druga przestaje mieć. Również przytoczony został cytat autorstwa Buddy: „Jedną świecą można zapalić tysiąc świec bez uszczerbku dla trwałości jej płomienia. Szczęścia też nigdy nie ubywa, gdy się nim dzielimy”.

Domena sci-hub.org została zablokowana, ale nikt nie zamierzał zwracać pieniędzy. Portal nadal pracował, ale już pod innymi domenami (sci-hub.io, sci-hub.tw, sci-hub.se i in.). Wystarczy po sądowym procesie zamknąć jedną domenę, by za chwilę powstała kolejna. Inna metoda: użytkownicy wykorzystają narzędzia do zmiany IP, na przykład z rosyjskiego na niemieckie (poprzez VPN). To pozwala otwierać zablokowane w danym państwie strony, pod warunkiem, że strona nie została zablokowana w innym kraju. W taki sposób w 2018 roku w Rosji została zablokowana domena sci-hub.tw, co nie przeszkodziło korzystaniu z serwisu.
W 2016 roku autorka Sci-Hub pojawiła się na liście 10 najbardziej wpływowych osób w naukowym świecie, została zaproszona na różne wydarzenia, na przykład TED. Obawa przed prześladowaniem przez USA oraz przed ekstradycją do tego kraju, wymusiły na Ełbakjan pozostanie w Kazachstanie lub Rosji. Istniało w tym wypadku ryzyko powtórzenia losu Aarona Swartza. Jemu udało się zdobyć literaturę naukową w celu udostępniania. W wyniku ścigania i dużej ilości oskarżeń popełnił on samobójstwo. Ze słów Ełbakjan wynikało, że jeśli dojdzie do jej aresztowania, to i tak projekt nadal będzie funkcjonował.

Aleksandrze Ełbakjan nie udało się otrzymać oczekiwanego wsparcia w idei stworzenia otwartej nauki ze strony Rosji. Niejednokrotnie nawet miało miejsce czasowe wyłączenie pracy portalu w wyniku ingerencji władz Rosji lub ze względu na wypowiedzi autorów. Miało to nawet charakter protestu. Państwo rosyjskie deklaruje zamiar podążenia w kierunku otwartej nauki, ale nie wspiera Sci-Hub. Natomiast autorka, oczekująca wsparcia z tej strony, została sama z projektem i dąży do celu, wyprzedzając w efektach nawet duże państwowe instytucje.

Prawna alternatywa

Istnieją podobne serwisy, działające w pełni zgodnie z prawem. Jednym z nich jest Unpaywall. Jest to aplikacja kompatybilna z przeglądarką Google Chrome, która wyszukuje pełne darmowe wersje artykułów w przestrzeni internetowej. Jednak nie może ona równać się z Sci-Hub jeśli chodzi o zasobność w dane. Istnieje duża szansa, że nie znajdziemy w  Unpaywall pożądanej publikacji, która podlega płatnemu dostępowi. 

Porozumienie

Najważniejszym dylematem dostępu są koszt i legalność. Prawo istnieje aby regulować wszystkie czynności, m. in. naukowych i wydawniczych. Zamiast tego, żeby wpadać w skrajności i łamać prawo, można wpływać na przepisy w celu dostosowania je do rzeczywistości. Cena… niezbędnym jest również przejrzenie polityki cenowej wydawnictwami. Także ważnym jest opracowanie dostępu dla instytucji z biedniejszych krajów, które nie mają zbyt niskie finansowanie i są wymuszone łamać prawo autorskie dla własnego przetrwania. 

Jednym z najbardziej obiektywnych rozwiązań pozostają biblioteki. Powstała potrzeba stworzenia systemów bibliotek z dostępem do literatury naukowej z możliwością w wygodny i prosty sposób korzystania z niej. Przynajmniej takie podejście odbierze wszystkie sensowne argumenty u piratów. W przypadku, kiedy będzie możliwość za symboliczną opłatę mieć legalny dostęp – ludzi sami pozostawią pirackie strony, przynajmniej większość. Jednym z takich przykładów jest kwestia pirackich stron z filmami oraz legalnych (Netflix), które zawierają treści o dobrej jakości i ostatnio zyskują popularność. 

W każdym razie nie ma sensu oczekiwać zniknięcia piractwa naukowego, a obecnie walka z nim wygląda jak odcięcie głowy hydrze. Natomiast powstanie takiego zjawiska jest fenomenem, który wskazuje na to, że możemy i musimy coś zrobić w lepszy sposób. Obecnie pozostaje kibicować za powstanie rozwiązania kwestii legalnego i jednocześnie osiągalnego dostępu.